piątek, 18 stycznia 2013

Chapter 3



Zegar tyka.. Przewracam się z boku na bok i nadal nie umiem zasnąć. Nie wiem czy to są skutki stresu przed operacją, czy z nadmiaru myśli o.. o NIM. Ciekawe jak zareagował na to, że wyjechałem, że jestem gejem i że.. go kocham?  Och Harry jesteś żałosny myślisz o nim nawet jak on ma cię w dupie i uciekasz od niego! Skończ o tym myśleć i idź spać! - krzyczało moje drugie ja. 
-Tęsknię LouLou.. - wyszeptałem ledwo słyszalnie, patrząc przez okno na księżyc, po czym zamknąłem oczy i już bez żadnych większych problemów zasnąłem.. 

*  *  *

Od czasu znalezienia listu siedzę zapłakany na kanapie i przeglądam stare albumy ze zdjęciami. NASZYMI zdjęciami.. Z każdym zdjęciem wspomnienia wracają. Wracają wszystkie dobre czasy. Każda drobnostka z której cieszyliśmy się razem. każde problemy prze które przechodziliśmy razem. A teraz? Teraz to wszystko odeszło. Byliśmy razem, a jednak osobno.. Tak strasznie mi go brakuje, a nie minęły nawet 24 godziny. Przewróciłem kolejną stronę w albumie i od razu rzuciło mi się w oczy nasze zdjęcie. TO zdjęcie, od którego zaczęła się nasza przygoda tutaj. Przejechałem opuszkami palców po posturze chłopaka z lokami. Od razu przyszedł mi na myśl ten dzień. Moje 15 urodziny..



*przeszłość*


-LouLou! - usłyszałem krzyk mojego przyjaciela i odwróciłem się gwałtownie w stronę dochodzącego głosu.
-Tak Hazz? - spytałem patrząc w te zajebiście zielone tęczówki, które tak uwielbiam.
-Nie wierzę, że ten dom jest nasz! - krzyknął rzucając mi się na szyję. Może i wtedy mieliśmy po te głupie 15 lat, ale już wtedy wiedziałem, że go kocham.
-Ja też nie miśku - powiedziałem zatapiając twarz w zagłębieniu jego szyi, a on tak słodko zamruczał. - Będziemy mieli dużo czasu na filmy i nic nie robienie - poruszyłem brwiami a on coś nie wyrazie powiedział jakby sam do siebie, ale dam sobie rękę uciąć, że mówił 'żebyś się nie zdziwił co jeszcze' Wtedy myślałem, że tylko źle go zrozumiałem, ale teraz wiem że serio to powiedział. Pamiętam jak jeszcze tego wieczora leżeliśmy w swoich objęciach patrząc na jakiś film. I jak spaliśmy w jednym łóżku i mogłem całą noc napawać się jego zapachem. Pamiętam następny poranek, kiedy nie było go obok, a jak zszedłem na dół krzątał się po kuchni co rusz podśpiewując jakieś piosenki. Nie pomijając tego że był nagi.. Aż rzuciłbym się na niego, ale jakoś się powstrzymałem i przystanąłem tylko na podejściu, objęciu go w pasie i czułym pocałunku na jego policzku i szyi.. Zamruczał i przysięgam nie chciałem przestawać. Nie raz zdarzały się takie sytuacje, dopóki nie uznałem, że trzeba pozbyć się myśli o nim i zacząłem spotykać się z Eleanor. Dlaczego nie zauważyłem, że się oddalaliśmy od siebie.. Nie chciałem, żeby cierpiał..

*koniec retrospekcji*


Po raz kolejny wykręciłem jego numer i nic.. Proszę cię. Hazz. Odbierz.. Ta cisza mnie przeraża. Ja tak nie mogę. Nie potrafię. Nie umiem. Nie chcę. Nie chcę żyć bez ciebie.. Jesteś w końcu moim sercem, a bez serca nie da się żyć. Proszę nie ignoruj mnie.. Nie dam rady. Zrozumiałem swój błąd. Proszę wróć! Naprawdę żałuję. Skarbie.. Przecież Cię kocham najbardziej na świecie.. Łkałem i nie mogłem tego powstrzymać. Moje myśli krzyczały, błagały go o powrót. Wyrzuty sumienia zżerały mnie od środka. Tak strasznie tęsknię. Chciałbym go teraz spotkać, przytulić, pocałować, dotknąć. Poczuć, że jest blisko. Dać mu poczucie bezpieczeństwa, które on również dałby mnie. Ale jedno jest pewne.. Nigdy nie odpuszczę. Choćbym miał szukać go na księżycu, znajdę go, powstrzymam i zrobię to o czym marzyłem od dawna. Oczywiście nie raz zdarzały się takie sytuacje, ale dla niego to chyba nic nie znaczyło.. Chociaż teraz już sam nie wiem. Może znaczyło o tak wiele jak i dla mnie? W końcu powiedział, napisał że MNIE KOCHA. To wtedy może już też czuł to co ja? Wtedy gdy..


*przeszłość*
Wróciłem od Eleanor po nie udanej jak dla mnie randce.. Czyli tak jak zawsze, bo gdy tylko na nią spojrzałem jej oczy stawały się zielone, w policzkach pojawiały się dołeczki, na ustach ten cudowny uśmiech, a na głowie burza ciemno-brązowych loków. Zastałem Hazze totalnie spitego z jakąś panienką, która od razu jak mnie zobaczyła zaprzestała zabawy z nagim już loczkiem, zabrała ciuchy i wybiegła. Podszedłem do kanapy i spojrzałem na niego, aż mnie serce zakuło. Nienawidziłem jak był w takim stanie. Nie było, aż tak źle, ale.. co ja mówię! Było okropnie! Oni się pieprzyli a mnie zżerała zazdrość, że nie byłem na jej miejscu. Pomogłem mu wstać i podtrzymując go skierowałem się w stronę schodów. Pierwsze dwa schodki były najgorsze, ale potem już szło lepiej. Po jakimś czasie udało mi się dojść do jego pokoju i posadziłem go na łóżku, a on patrzył na mnie z uwagą. Kazałem mu się położyć, ale nic sobie z tego nie robił, więc odwróciłem go, położyłem i pocałowałem w czoło. Chciałem odejść, ale złapał mnie za rękę i wylądowałem na nim, a nasze przyrodzenia się o siebie otarły, na co ktoś zaczął się budzić w moich spodniach. Spojrzałem w jego oczy, w których było widać miłość, tęsknotę i pożądanie. Na jego malinowych ustach gościł triumfalny uśmieszek. Zatrzymałem na nich chwilowo wzrok. Z trudem się powstrzymałem, przed pocałowaniem go. Leżałem tak jeszcze chwilę i chciałem już wstawać kiedy on zrobił TO. Jego pełne usta dotknęły moich, by następnie je rozłączyć i ponownie połączyć w namiętnym pocałunku. Jęknąłem w jego usta a on wykorzystał to, aby wtargnąć do środka i pieścić językiem moje podniebienie. Pogłębiłem pocałunek a jego biodra podniosły się do góry stykając z moją miednicą. Po chwili niechętnie się od siebie odkleiliśmy, żeby zaczerpnąć powietrza. Oblizałem wargi i uśmiechnąłem się do niego. Zacząłem się podnosić i kiedy już wstawałem z łóżka, usłyszałem pod sobą jęk niezadowolenia.
-Zostań ze mną Lou... - na dźwięk mojego imienia , przeszły mnie dreszcze. Czy chciałem zostać? Oczywiście, że tak. Czy mogłem? Nie.
-Hazz idź spać, jesteś pijany.
-Ale doskonale wiem co robię, mówię i co się dzieje Lou.
-Sam nie możesz spać?
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo, boję się ciemności.
-Nieprawda.
-Prawda.
-Nie.
-Tak.
-Nie. Hazz znam cię i wiem, że się nie boisz!
-Boję.
-Nie boisz.
-Boję.
-No to sprawdźmy - podszedłem do wyłącznika i zgasiłem światło. 2 sekundy później czułem silne, oplatające mnie ramiona i przyspieszony oddech na mojej szyi.
-Emm.. Hazz? Co ty robisz?
-Jestem koalą wiesz? - zaśmiał się - a tak na serio to przytulam się bo boję się ciemności.. - jęknął
-No dobra wygrałeś, śpię z tobą.. ale najpierw pójdę wziąć prysznic.
-Świetnie idę z tobą - moje oczy przybrały pewnie wielkość 5 złotówek, chociaż byłem pewien że nie mówił poważnie. Poszedłem do pokoju i wziąłem czyste bokserki, po czym udałem się do łazienki. Zrzuciłem z siebie ciuchy i wszedłem pod prysznic.. Ciepłe krople spływały po mojej nagiej skórze. To było to czego teraz potrzebowałem. Miałem mętlik w głowie i stojącego na baczność kolegę. Dlaczego to zrobił? Dlaczego mnie pocałował? To pewnie przez ten alkohol. Jęknąłem z bezsilności. Czy on musi to robić? Dla niego to nic takiego, a dla mnie spełnienie marzeń. Myśli torpedowały moją głowę więc oparłem ją o zimne kafelki.. Od razu lepiej. Postanowiłem się nie męczyć tymi myślami tylko zająć moim 'problemem' Przejechałem ręką po całej długości mojego penisa i przeszedł mnie dreszcz. Pewniej go chwyciłem i zacząłem wykonywać rytmiczne ruchy w górę i w dół. Nie wierzę, że doszło do tego, że obciągam sobie zdesperowany pod prysznicem. Wyobraziłem sobie jakby to było gdyby on to robił.. Czułem, że jestem już blisko. Zrobiłem jeszcze kilka ruchów ręką i doszedłem z krzykiem coś w postaci jego imienia. Kurwa. Doszło do tego że obciągając sobie krzyczałem jego imię. A co jeśli usłyszał? No tak jest pijany, więc pewnie i tak jutro nie będzie wiedział o tej akcji ze światłem. Zmyłem swoje nasienie z ręki i wyszedłem spod prysznica. Wytarłem dokładnie swoje ciało, ubrałem bokserki i udałem się do sypialni mojego kociaka. Otworzyłem drzwi i podszedłem do łóżka. Nie spał.. Czekał na mnie. Położyłem się obok niego, a on wtulił się we mnie.
-LouLou?
-Tak Hazz?
-Nie musiałeś tego robić, wystarczyło powiedzieć sam bym się tym zajął.
-O czym ty mówisz?
-O tym, że mój przyjaciel obciągał sobie pod prysznicem krzycząc moje imię - moja twarz przybrała barwę dorodnego pomidora.
-Ja nie wiem o czym ty mówisz.
-Nie kłam, twoje rumieńce cię zdradzają.
-Cholera.
-Lou.. to słodkie.
-Co?
-Twoje rumieńce, to co robiłeś.. Ty jesteś słodki.
-Ty też kocie.
-Lou?
-Tak?
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. - nawet nie wiesz jak bardzo. Dodałem w myślach i zasnąłem.

*koniec retrospekcji*


_______________________________________________________
Cześć pyszczki <333 i jak podobało się? było do bani? zepsułam czy może nie? piszcie w komentarzach ;D
nie będę się rozpisywać więc tylko powiem, że w ferie popracuje nad tępem dodawania tego wszystkiego ;d
no i mamy pierwsze zbliżenie naszego Larrego ♥ Podobało się? :D

@Aneeek_